wtorek, 12 czerwca 2007
Wygląd gospodarki na podstawie obserwacji supermarketów w 40 tys. mieście.

Dzisiejszego dnia byłem świadkiem otwarcia nowego marketu, mianowicie Kauflandu w Sochaczewie. Nie byłem tam samego ranka, ale około godziny 15. Przed sklepem na parkingu zero wolnego miejsca (nawet nie wiem jakim cudem znaleźliśmy miejsce w cieniu), przy wjeździe facet z czerwoną chorągiewką wskazujący, w który sektor wjeżdżać. Dalej, kiedy wyszliśmy z samochodu obok nas przeszedł staruszek o kulach (niczym w Český sen - Czeski Sen). Później było jeszcze ciekawej. Po wejściu do pachnącego świeżością (nie do końca, bo budynek stoi już ze dwa lata) przejechał obok nas wózek do automatycznego czyszczenia powierzchni płaskich, niby widok normalny, ale człowiek obsługujący owy sprzęt wyglądał na pana, który wszechobecny problem alkoholizmu poznał na własnej skórze, a co ciekawsze chodził obok niego kierownik, który wskazywał palcem gdzie i jak należy jeździć. Ten pan i billboard wiszący na markecie z tekstem w stylu "pracuj w Kauflandzie" jest dla mnie przykładem emigracji ludności w pogoni za pracą, a co za tym idzie wyeliminowaniu bezrobocia, bo kto by dwa lata temu pomyślał, że ktokolwiek oprócz zakładów oczyszczania miast zatrudni taką osobę. Dla mnie było to bardzo pozytywne i pokrzepiające przeżycie.

To była krótka refleksja o osobach zatrudnianych w marketach, które czasem (jak ten pan czyszczący podłogi) mogą się spełnić w tym co robią, a co nie było takie łatwe jeszcze jakiś czas temu. Refleksja była całkiem pozytywna, bo w końcu przyszedł czas, kiedy każdy może znaleźć pracę.
Teraz reakcja negatywna na temat marketów w małym mieście.

Otóż jakiś czas temu, kiedy było gorąco (choć nie tak jak dziś) w tym samym mieście czekałem na autobus i chcąc napić się czegokolwiek szukałem sklepu spożywczego. Wszystko byłoby w porządku gdybym nie obszedł prawie całego centrum, zajęło mi to dobre 10 minut. Wszystko dookoła to jakieś zakłady fryzjerskie, sklepy z ciuchami, salony telefonii komórkowych i stacjonarnej, komisy elektroniczne, i wiele takich podobnych. Okazało się, że w owym mieście w centrum są trzy małe sklepy spożywcze, a to za sprawą aż czterech, czy nawet pięciu marketów (każdy z nich ze specjalizacją głównie spożywczą). Ogólnie nic nie mam przeciw dużym centrom handlowym, hipermarketom, itp. ale wszystko z umiarem.



Post tak trochę o niczym, ale chciałem się podzielić moim odczuciem na ten temat, a blogi przecież do tego służą.
sobota, 09 czerwca 2007
Po "urlopie".

Postanowiłem napisać coś, cokolwiek, jeszcze nie wiem co napiszę, ale wiem, że muszę, bo się zaniedbałem. Nie chodzi tu o żadne moje lenistwo, ale o ogromny nawał pracy, a co za tym idzie brak czasu i chęci do pisania na blogu.

Przez ten ponad miesiąc od ostatniego wpisu działo się bardzo wiele, tak w moim prywatnym życiu, w tym, co robię na codzień, w sytuacji w kraju, jak i na świecie. Napisałem już, że nie wiem o czym będzie ten post, bo będę totalnie improwizował i zapewne pisał o wszystkim i bardzo rozwlekle. Czas zacząć!

Ale wstęp zrobiłem.

Dwa tygodnie temu byłem w Niemczech (można powiedzieć, że w delegacji), trochę zwiedzałem, rozmawiałem z ludźmi o polityce, historii itp., słuchałem jakiegoś ciekawego folkloru. Na pierwszy rzut oka Niemcy (gdzie byłem po raz pierwszy) wyglądają na w pełni poprawny kraj, wszystko jest tam ułożone jak należy, mądrze wszystkim gospodarują, nie ma tam takiego bałaganu jak u nas. Wszystko było w porządku do niedzieli. Jako chrześcijanie zażyczyliśmy sobie wizyty w kościele. Wiadomo, że kościół katolicki z księdzem znaleźć trudno, szczególnie tam, gdzie byłem, więc zadowoliliśmy się kościołem ewangelickim. Dojeżdżamy na miejsce, budynek zabytkowy, z wierzą, dosyć ładna okolica, wchodzimy do środka, a tam smród od wilgoci, obok naszej grupy siedzi może 20 osób (podobno zawsze przychodzi mniej, ale z okazji naszego przyjazdu frekwencja wzrosła, nawet ogrzewanie włączyli), a reszta kościoła pusta. Wszyscy ze zniecierpliwieniem czekamy na pastora, aż tu nagle pojawia się kobieta, która z ambony tłumaczy, że pastora nie ma od iluś tam lat, a ona go zastępuje i prowadzi co tydzień nabożeństwa. Mówi się trudno.

Jeśli jest ktoś wstanie mi powiedzieć co oznaczają te nogi w obrazie to proszę o odpowiedź w komentarzu. Zdjęcie z w/w kościoła.

Pojechaliśmy do Wismaru. Tam zobaczyliśmy dwie ogromne świątynie, były piękne, ale tylko z zewnątrz, bo w pierwszej wewnątrz, zamiast wiernych i duchownych odprawiających msze zobaczyliśmy sprzedaż książek, wystawy i kącik do rysowania dla dzieci (!), choć to jeszcze nie było aż tak zadziwiające, jak drugi budynek, który przerabiano właśnie na salę koncertową. Byłem w szoku totalnym, wspomnienia z tego dnia mnie poraziły. Bo choć nie mam nic do ludzi, którzy nie wierzą w Boga, lub w Niego wierzą, ale nie chodzą do kościoła, to jednak jestem daleki od rozumienia tego, że niszczy się miejsca kultu (jakie by to nie były), a do tego próbuje się zamazać spuściznę po przodkach (bo jakby teraz wyglądał świat bez chrześcijaństwa).

Choć nie zobrazowałem dokładnie tego, co czuję i napisałem tylko na jeden temat (dla mnie najważniejszy), to należałoby już podsumować. Otóż jeżeli tak ma wyglądać cywilizacja zachodu, do której wszyscy dążymy, to ja nie chcę takiej cywilizacji. Warto również zastanowić gdzie został popełniony błąd, przez który nasi sąsiedzi zapomnieli o rzeczach najważniejszych, czy problem tkwi w rewolucjach dokonanych przez Lutra i podobnych, którzy swoimi działania zmusili do myślenia i przez to wyciągnęli z kryzysu nasz, rzymsko-katolicki Kościół. Czy też może wina spada na mentalność Niemców, którzy zawsze byli potęgą w Europie i mogą czuć się lepsi, co pokazał świat zezwalając im na swobodę (połowę) po II wojnie światowej, choć jako przegrani nie do końca się tego spodziewali. A może przyczyny trzeba się doszukiwać w pewnych osobach, które od zawsze dążyły do przekazania swojemu nardowi dziwnych wartości, które faktycznie zaprzeczają, że człowiek jest w stanie myśleć i odróżniać dobro od zła, takich osób niełatwo się doszukać, bo wprowadzanie treści jest procesem dość powolnym.

Niemiecka dokładność, ułożenie, porządek i dostatek jest ogromnie kusząca, ale jeżeli mam wybierać pomiędzy pobożnością narodu, która pomaga w każdym aspekcie życia, a "cywilizacją śmierci" i brakiem nadziei to wybieram bardziej rozsądne rozwiązanie.

Napisałem na jeden temat, ale za to w miarę wyczerpująco. Na resztę spostrzeżeń, jakich dokonałem przez ten miesiąc może przyjdzie czas w przyszłości.

niedziela, 06 maja 2007
Sarkozy nowym prezydent Francji.

Sarkozy podczas rekordowego głosowania ponad 3/4 Francuzów został wybrany na Prezydenta Francji.

Pytanie: Co teraz?

Są różne możliwości. Z punktu widzenia Polski to dobrze, Sarkozy krytykuje Rosję jak tylko może, jest nawet zwolennikiem wprowadzenia informacji o chrześcijańskich korzeniach Europy w Unijnej Konstytucji. W sumie same plusy. A jednak są pewne problemy, już nie tyle dla nas, ale dla samych Francuzów i innych ludzi żyjących we Francji. Otóż Sarkozy planuje zmniejszenie funduszy socjalnych i usunięcie imigrantów z przedmieść. Skutkiem tego, w najgorszym wypadku może być nawet wojna domowa. Oglądając dziś wieczorne Informacje w TV Polsat zwróciłem szczególną uwagę na grupkę młodych imigrantów, którzy na pytanie co zrobią, jak wygra Sarkozy zacisnęli pięści.

Sarkozy vs Royal

Kończąc już, napiszę, dlaczego nie Royal.

Odpowiedź jest prosta, ta piękna, długonoga kobieta chce Francji socjalistycznej, Francji, w której każdy miałby mieć zapewniony pewien "standard życia" (skąd my to znamy?), wreszcie Francj nowej, innej, w której reformy mają przebiegać jedna po drugiej, problem w tym, że Royal chce reform, które w moim przekonaniu mogłyby narobić więcej szkód niż pozostawić dobrego.

Wynik to 53% do 47% dla Sarkozy'ego.

środa, 02 maja 2007
Dzień flagi
Flaga i godłoPolski
Jak informuje Superexpress (któremu wierzyć nie trzeba) panowie Roman Giertych, bracia Kaczyńscy i Aleksander Kwaśniewski nie wywiesili flagi. Dobrego przykładu nie dali.
wtorek, 24 kwietnia 2007
Medz Jeghren - pierwszy holocaust XXw. Czemu zapomniany?

Dziś, 24 kwietnia, na całym świecie społeczność ormiańska obchodzi rocznicę rozpoczęcia eksterminacji swego narodu.
Zapewne nikt z was, którzy to czytają nie wie nic na temat tego wydarzenia. W skrócie napiszę tyle, że 24 kwietnia 1915r. w Turcji wydano rozporządzenie, na mocy którego aresztowano i zabito inteligencję ormiańską, na początku było to ponad 2 tysiące osób, później było już tylko gorzej. Według szacunków w ciągu dwóch lat zgładzono 1,5 - 2 mln Ormian.
Jak dotąd państwo tureckie nie przyznało się do popełnienia zbrodni, nadal przyjmowana jest wersja, że zagłada narodu miała miejsce z powodu epidemii.


Nęka mnie jedno pytanie, dlaczego o rzezi Ormian prawie nikt nie mówi, dlaczego odbywają się debaty na temat ludobójstw w Jugosławii, Katyniu, o niemieckich obozach koncentracyjnych i wielu innych podobnych przypadkach, a o niewinnych z mojego punktu widzenia Ormianach nawet się nie wspomina?
Nie chodzi tu tylko o stosunek społeczeństw do sprawy, winę ponosi również oświata. Zadaję kolejne pytanie: Czemu w podręcznikach od historii nawet nie ma o tym wydarzeniu najmniejszej wzmianki?
Również dzisiaj trwa walka rozpoczęta w tamtych czasach, laureat Nagrody Nobla w dziedzinie literatury, Orhan Pamuk jest gnębiony w kraju, za wspominanie tragedii sprzed lat, a zespół muzyczny System Of A Down, którego członkowie są z pochodzenia Ormianami i który walczą o brak zapomnienia dla tego wydarzenia, mają zakaz wstępu do kraju, w przeciwnym razie zostaliby aresztowani.

Nie piszę więcej, bo czas nagli, ale wiele jest rzeczy do napisania na ten temat, zainteresowanych zapraszam do szukania w sieci, czytania książek, itp.

piątek, 20 kwietnia 2007
Windows za 3 dolary?

Wszystkich wyszukujących podstępów lub myślących, że to reklama firm z Półwyspu Arabskiego trudniących się dostarczaniem pirackiego oprogramowania, muszę zawieść.


Filmik przedstawia zamiary Microsoftu, który ma zapewnić dostęp do komputerów nawet tym w najbiedniejszych częściach świata.

Swoją drogą ciekawy plan, ale według mnie niemożliwy do realizacji. Niby w jaki sposób w miejscu gdzie żyje 6,5 miliarda ludzi, aż 5 miliardów miałoby komputer? Nawet w krajach rozwiniętych nie każdy ma komputer lub coś, co miałoby podobne do niego funkcje (np. komórka), a co dopiero myśleć o ekspansji tego typu urządzeń np. do Republiki Centralnej Afryki. Od razu przypomina mi się historia, którą opowiedział mi pewien misjonarz z wyżej wspomnianego państwa. Otóż prezydentowi tego kraju zaprezentowano komputer z dostępem do Internetu, po pokazie zafascynowany urządzeniem postanowił wydać rozporządzenie, aby w każdej siedzibie plemienia postawiono taki komputer i podłączono go do sieci. Niestety okazało się, że w 95% wiosek nawet nie ma prądu.

Swoją drogą, przed ambitnymi planami Billa Gatesa warto byłoby przynajmniej uruchomić program "komputerów na korbkę" zaplanowany przez ONZ.


Trudno określić, czy wydarzenia, które przewiduje Microsoft są dobrą prognozą, z jednej strony dajemy możliwość zacofanym krańcom (większości) Ziemi kontaktu z cywilizacją, a z drugiej strony narażamy ich na uzależnienia od komputera, Internetu, informacji, dajemy im dostęp do tysięcy stron z pornografią, i innymi negatywnymi treściami, które psują społeczeństwo. Z drugiej strony na co komu dostęp do świata, nauki, rozrywki, jeżeli czuje, że może nie dożyć jutra z powodu pustego brzucha?

Trzeba sobie zadać pytanie, czy dając komputer tym, którzy niekoniecznie go potrzebują robimy dobrze, czy źle.

Zauważyłem pewną chaotyczność tego tekstu.
środa, 18 kwietnia 2007
JEEEEEEEST!!!!!!!!!
Mamy EURO!!!
Ktoś nie wierzył, teraz już musi.



Wiem, że wszyscy mówią rzeczy typu "nie zdążymy", "będzie wstyd", ale nie trzeba daleko szukać, żeby dowieść, że takie głosy nie mają odniesienia do rzeczywistości. Kiedy kilka lat temu Portugalii przyznano organizację EURO 2004 tam sytuacja przedstawiała się wcale nie lepiej niż jest aktualnie u nas, a teraz każdy wie jak jest.
Póki co trzeba trochę poczekać.



Dodaję opublikowany dziś skrócony film z polsko-ukraińskiej prezentacji, dzięki której być może kogoś przekonaliśmy, że to u nas ma być EURO 2012.
sobota, 14 kwietnia 2007
A już myślałem...

Przepraszam, że długo mnie nie było i nic nie pisałem, miałem nawał pracy.

Daleki jestem od twierdzeń, jakoby piątki trzynastego były czymś pechowym, ale dzisiejszy dzień nie był najlepszy.

Rano dowiedziałem się, że Totenham odpadł z Pucharu UEFA (nie miałem czasu oglądać), później usłyszałem o tym, że jakiś 4-latek się utopił, a informacja o dzisiejszym głosowaniu nad zmianami w konstytucji jakoś mi umknęła, dopiero wieczorem uruchomiłem swoje okno na świat i przeczytałem nagłówek na portalu gazety mówiący, że Marek Jurek zrezygnował ze stanowiska marszałka sejmu (zdziwiłem się dlaczego). Dopiero wtedy przeczytałem artykuł o głosowaniu.

Po przeczytaniu z grubsza, co i jak było głosowane, byłem nieco zdziwiony. Bo co jak co, ale w kraju, w którym ponad 90% uważa się za katolików, a niemal wszyscy wierzą w Boga, wielu ludzi domaga się aby aborcja lub eutanazja była dopuszczalna. Coś tu się nie zgadza. Z jednej strony uważamy, że zabójstwo jest grzechem, przestępstwem, czymś złym, z drugiej zaś chcemy zabijać, i to zabijać nie od tak, na polu bitwy, w gniewie, czy w obronie czegokolwiek, kiedy to zło można w jakikolwiek sposób przynajmniej próbować wyjaśnić, ale zabijać niewinnych, bezbronnych, tych, którzy czasem nawet nie zdążyli zasmakować życia na ziemi. Inna sprawa to forma, którą przyjmuje takie zabójstwo. Wyobraźmy sobie lekarza, chirurga, ginekologa, lub jakiegokolwiek, która dzisiaj na codzień leczy pacjentów i ratuje im życie. Teraz wyobraźmy sobie, że ten sam lekarz, który uratował właśnie komuś życie wzywany jest na salę do jakiejś młodej brzemiennej kobiety, teraz ten lekarz, który właśnie ocalił komuś życie idzie i odbiera życie komuś innemu. Dla mnie nieco szokujące.

Co do wyników głosowania to do przegłosowania brakowało około 100 głosów.

Konstytucja 100% dla życia

Zdziwiła mnie jedna sprawa, na portalu gazeta.pl napisano:
"Dzień w Sejmie zaczął się od zamieszania wokół wniosku posłów PiS do szefa ich klubu Marka Kuchcińskiego o wycofanie prezydenckiej poprawki. Podpisało go 57 posłów i 12 senatorów PiS, m.in. marszałek Marek Jurek, posłowie Artur Zawisza, Marian Piłka, Wojciech Mojzesowicz, Bolesław Piecha. Na specjalnym zebraniu klubu PiS premier sprzeciwił się wycofaniu poprawki."
Nie wiem czy dobrze to zinterpretowałem, ale na mój rozum wyżej wymienieni chcieli pozostawić konstytucję taka, jaka jest (nie twierdzę, że to źle), ale z tego co znam niektórych panów to oni powinni być przodownikami w batalii o zmianę konstytucji, np. taki pan Marian Piłka, jakiś czas temu próbował zaprezentować idealny model rodziny (śmiesznie to wygląda, bo jak się dowiedziałem ma tylko jedno dziecko, ale po prostu niedawno się ożenił), poza tym porusza się w gronie wzorowych katolików.

Tak więc, póki co konstytucja pozostaje nietknięta, czas pokarze co będzie dalej, należy mieć nadzieję, że ruch feministek i innych podobnych tworów społecznych nie spowoduje popularyzacji aborcji.

Zmartwił mnie również wynik sondażu na onecie, w którym aż 82% ankietowanych jest zadowolona z przebiegu dzisiejszego głosowania.

Na deser dodam ciekawostkę:
Szacuje się, że od II wojny światowej  dokonano w Polsce ponad 20 mln aborcji.

Przerażające?

piątek, 06 kwietnia 2007
To nie gwoździe Cię przybiły, lecz mój grzech...

 



Dziś w Kościele obchodzimy Wielki Piątek, dzień śmierci Chrystusa Jezusa na krzyżu. Również dzień postu, pokuty i refleksji nad swoim życiem.

 

Nic więcej nie napiszę, bo się rozkleiłem.

środa, 04 kwietnia 2007
Laptop, to jest takie urządzenie...
A co tam będę wyjaśniał, sami obejrzyjcie


Co jak co, ale żeby w takiej tece laptopa nosić to się rzadko zdarza, jeszcze nie widziałem aby ktoś w takiej szafie pancernej trzymał komputer. Ale kto wie, może tam są dane jeszcze ważniejsze i bardziej skomplikowane niż w laptopie pana Tymińskiego.
 
1 , 2